czwartek, 28 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień... ostatni:)


Zapomniałem wspomnieć, że przed kolacją dzwonił do mnie Karol i pytał się czy mi coś przywieźć, stwierdziłem, że nic nie potrzebuję i udałem się na kolacje.



Gdy zobaczyłem co leży na moim talerzu szybko się zreflektowałem. Napisałem do Karola, że to co wcześniej mówiłem jest nieaktualne i żeby mi coś przywiózł. Na szczęście Karol wysłuchał moich próśb i zabrał mnie do oddalonego od 25 km McDonalda i jak widzicie na zamieszczonym obrazku uratował mi życie. Oczywiście jak przyszło do płacenia to zastosowałem stary numer z brakiem portfela. Tyle czasu ludzie mnie znają, a dalej dają się na to nabierać.




Dzisiaj odwiedza mnie mój kolega @pitbe. Piotrek  ma do pokonania dystans 120 km i będzie jechał dwoma autobusami. To jest niepojęte, że mu się chcę i albo gość mnie lubi, albo ma mi zamiar zrobić krzywdę za te wszystkie prześmiewcze teksty w jego stronę.  Co prawda zapowiedział, że będziemy grillować, ale nie wiem czy to nie podpucha. Po tych dwóch autobusach,  aby dotrzeć do mojej wioski musi przejść około 2,5 km na pieszo od przystanku. Troszkę szkoda mi się go zrobiło, że będzie szedł taki kawał tym bardziej, że miał przywieźć jedzenie i wysłałem po niego żonę. Powiem wam szczerzę, że do tej pory nie zwrócił nam za paliwo a  opisuję całą historię już po fakcie. 
Gdy w końcu przyjechał, wyglądał jak sto nieszczęść, ale co by o nim nie powiedzieć to jednak jest słowny.  Przywiózł cały plecak jedzenia. Kaszanki, skrzydełka, kurczaka ,boczek  i szaszłyki. Żeby nie było za słodko, nie wziął ze sobą kiełbasy i to nie jest żadna metafora. Co prawda nie miałem ochoty na kiełbaskę z grilla, ale nie byłbym sobą gdybym się do czegoś nie przyjebał.
Tego dnia jak na złość wszyscy w sanatorium wpadli na pomysł żeby zrobił grilla. Z racji tego, że były dwa pojedyncze grille i jeden taki większy podwójny, to zrobił się spory problem. Na szczęście z podwójnego grilla korzystała ekipa Dziadka i podzieliła się z nami jedna częścią. Niby cała sprawa się zakończyła happy endem, ale jednak nie do końca. Ani ja nie wspomniałem Piotrkowi, ani on mi, że żaden z nas nie potrafi normalnie rozpalić grilla. Co do jedzenia to nie ma żadnego problemu, ale rozpalanie idzie nam słabo. Jak ktoś mi kiedyś powiedział „postój przypilnuj grilla” to stałem i patrzyłem czy nikt tego grilla nie zajebie, a oczywiście wszystko się spaliło. Niemniej jednak postanowiliśmy spróbować. Mieliśmy węgiel,  2 litry podpałki i doszliśmy do wniosku, że musi się udać. Co prawda wlaliśmy jej taką ilość , że wyglądało jakbyśmy jarali opony, ale  się rozpaliło. W dodatku Dziadek powiedział, że za jednego szaszłyka będzie nam sprawdzał czy wszystko ok, bo stolik mieliśmy koło 30 metrów od grilla, więc co chwilę trzeba by było sprawdzać czy dalej się pali. Tym małym nakładem finansowym w postaci jednego szaszłyka zdobyliśmy prywatnego kucharza. Nie czekaliśmy aż jedzenie się zrobi i Piotrek wyjął sałatkę ziemniaczaną i dwie jagodzianki. Zanim pierwsze szaszłyki się zrobiły to Piotrek już miał PKS do domu, ale zlitowałem się nad nim i powiedziałem, że go podrzucimy na kolejny samochodem. I wiecie co?  Za kolejną wycieczkę też nie dał na paliwo, więc jak widzicie niby sympatycznie, a do całego interesu musiałem dołożyć.
Czas podsumowań, miałem zrobić to w kolejnym dniu, ale już dzisiaj zakończymy ten cyrk.
Spędziłem w sanatorium kawał czasu. Opisałem  12 dni, bo więcej mi się nie chciało, a na weekendy często dostawałem przepustkę do domu.  Czy sanatorium mi w jakimś stopniu pomogło? W żadnym wypadku. Pod kątem zdrowotnym  był to całkowicie stracony czas, a żeby było wam milej to był on stracony za wasze i innych podatników pieniądze. Trafiłem na totalna wiochę bez sklepu spożywczego. Nie mogę powiedzieć jednak, że było aż tak strasznie. Jedzenie był w miarę ok, i gdyby nie to, że kolacja jest o 17, to może bym aż tak nie dojadał.  Fizjoterapeuci też bardzo sympatyczne młode osoby z którymi zawsze można było zamienić kilka zdań.  Nie uważam, że  czas w którym tu byłem był całkowicie stracony, bo odwiedziło mnie mnóstwo osób. Nie tylko osoby, które znam i przebywam z nimi na co dzień, ale też osoby, które przyjechały mnie odwiedzić mimo, że nie widziały mnie nigdy na oczy.  Każda osoba, która mnie odwiedziła pokonała sporo kilometrów i poświeciła swój czas żeby tu być ,zjeść ze mną kebaba i zamienić dwa słowa.  O telefonach nawet nie wspominam, bo było ich też bardzo dużo i bardzo doceniam, że wam się kurwa chciało. Jeszcze raz wszystkim dziękuję  kończąc ten pamiętnik, bo zrobiło się aż za słodko i nie chcę abyście wymiotowali tęczą. Pozdrawiam.

wtorek, 26 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 11


     Dzisiaj szykuję się pierwszy raz na zajęcia na basenie. Nie mieści się  on w ośrodku, tylko w oddalonej o 30 km miejscowości, więc żeby wybrać się na te zabiegi to trzeba zaplanować wszystko logistycznie. Najpierw podjechał po nas autobus, stary ogórek jak w latach 90.  Ogólnie to wyglądało jak wycieczka szkolna, wszyscy podekscytowani. Pani w autobusie liczyła pasażerów  żeby upewnić się czy wszyscy są czy  nikt się nie zgubił. Przypominam wam, że jesteśmy już dorośli, a przynajmniej wiekowo, bo mentalnie mam co najwyżej 8 lat.  Ja oczywiście siedziałem w autobusie z dziadkiem, bo to jest największy kozak w sanatorium i warto się z nim trzymać. Narzekałem coś, że  nie ma tu kuchenki żeby sobie zrobić jajecznice na śniadanie, na co dziadek zapytał się mnie czy nie mogę skorzystać z tego małego telewizorka. Nie bardzo skumałem jakiego kurwa małego telewizorka, ale po chwili okazało się, że ten mały telewizorek w, którym mam zrobić sobie jajecznice to jest mikrofalówka. Nie mam pojęcia jak zrobić sobie w mikrofalówce jajecznice, ale  coś czuję, że dziadek zna idealny przepis. Jeśli chodzi o autobus to trochę zdziwiłem się na początku, że pani traktowała nas jak dzieci, ale podróż trwała 40 minut, a dwa razy zatrzymywaliśmy się bo ktoś chciał siku. To jest kurwa niepojęte, dorośli ludzie, a nie mogą się wysikać przez podróżą. Z drugiej strony kilka osób było tak starych, że nietrzymanie moczu nie jest w ich przypadku czymś zaskakującym. W końcu po wielu trudach dotarliśmy na basen.  Dla mnie to nie była dobra wiadomość,  bo jak jeszcze pomimo wagi byłem młody i miałem branie na dyskotekach, tak gdy zdejmę koszulkę na basenie to moje branie się skończy. Wyglądam trochę jak mały upośledzony wieloryb, więc zamiast do basenu wszedłem do jacuzzi i stamtąd obserwowałem całe towarzystwo. Wiadomo jak to starzy ludzie z sanatorium od razu wybrali się na…. zjeżdżalnie. Jak kurwa dzieci, żadna rehabilitacja, liczy się dobra zabawa. Jeden pan zjeżdżając i wpadając do basenu  nie zorientował się, że spadły mu troszkę kąpielówki i stał z gołą dupą przez chwile. Do mnie do jacuzzi dołączyły 2 panie i już nie było miejsca. Zaznaczę, ze jacuzzi jest chyba 5 osobowe, więc jak się domyślacie z pań raczej  nie były kruszynki. Później odbywał się jak aerobik na basenie, a ja miałem wrażenie, że kręcą tam uwolnić orkę.  Dłużej jechaliśmy na ten basen niż tam rzeczywiście byliśmy. Po powrocie do sanatorium pokręciłem się troszkę po dworze i postanowiłem wrócić do pokoju. Gdy udałem się do windy (przecież nie będę chodził schodami na pierwsze piętro) okazało się, że jest popsuta. Moje wkurwienie było ogromne, ale myślę, że gość,  który zaciął się w tej windzie mógł być wkurwiony nawet bardziej niż ja. Można powiedzieć, że każdy ma swoje problemy. Pani pielęgniarka prosiła pana  o to aby się nie denerwował, bo czasem to się zdarza gdy są przerwy w dostawie prądu w sanatorium. Nie wiem co to dokładnie to znaczy, ale nawet jest kartka, które informuje, że takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym. Gość ogólnie nie był zestresowany, gdyby nie to, że chciało mu się strasznie do łazienki. Z tego co potem słyszałem to awaria trwała troszkę ponad godzinę a potem go uwolnili.  Szczerze mówiąc to ta sytuacja prawdopodobnie działa się dzień wcześniej, ale zapomniałem o tym więc dzisiaj piszę abyście nic nie przegapili.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 10


         Wczoraj po odwiedzinach Magdaleny (połączenie imion Magdy i Leny) udałem się do pokoju poleżeć bo byłem obżarty jak diabli. Wiedziałem, że moi przyjaciele Agnieszka i Michał będą dopiero wieczorem, więc zdążę zgłodnieć.
Oczywiście po kilku minutach leżenia kumpel mnie informuje, że będą dużo wcześniej bo jest już pod kebabem. Nie byłem na ten moment w stanie zmieścić nawet grama jedzenia .Poniżej następujący dialog.


Jak widzicie, zdziwienie wśród znajomych ogromne, że nie chcę jeść. Mimo to, że nie byłem już kompletnie głodny to zrobiło mi się trochę wstyd, że już nie chcę jeść, więc oddzwoniłem do Michała i przywieźli mi KFC, nie było łatwo, ale zmieściłem je jeszcze po całym dniu.  Michał i Aga posiedzieli troszkę, pogadaliśmy, pośmialiśmy się z emerytów i wrócili do domu. Z tego miejsca dziękuje za odwiedziny. Miło wiedzieć, że w słabszych momentach życia można liczyć na przyjaciół.
        W dniu dzisiejszym przyjeżdża do mnie @urodzonywwa. Poprosiłem go o coś specjalnego, a mianowicie: rzodkiewkę, pomidory, chleb
i nospę. Po co mi nospa? Nie, nie mam okresu, ale jestem tak obżarty, że zaraz wybuchnę. Oczywiście nie przywiózł chleba i w tej sytuacji będę gryzł rzodkiewki i zagryzał pomidorem.  Z okazji mundialu przywiózł mi szalik  Polski i wuwuzele żeby wkurwiać wszystkich emerytów ile wlezie. Za brak chleba miałem mu dojebać, ale Patryk jest całkiem sporym gościem. Ma większy biceps niż ja głowę, co budziło respekt wśród innych kuracjuszy.  Będę sobie wkręcał, że to mnie tak obcinali i patrzyli z podziwem, ale chyba jednak patrzyli na naszego małego Patryczka. Posiedzieliśmy trochę z Patrykiem, tzn on siedział a ja stałem i tłumaczyłem mu zasady dobrego żywienia. Ile można wpierdalać ten ryż z kurczakiem. Tłumaczyłem mu, że kebab jest lepszy niż odżywka białkowa a Burger King od kreatyny, ale jakiś oporny był na argumenty.  Wychodząc mijaliśmy całą ekipę fizjoterapeutek. Było ich koło 30stu i Patryk myślał, że to kuracjuszki. Znowu się gapiły na któregoś z nas. Ostatni raz zaprosiłem go tutaj, bo jebany robi mi konkurencję.

Na kolacji Zenek postanowił zagaić:
-Kim był ten gość, co przyjechał do Ciebie?
-Moim młodszym bratem.
-Wielki.
-Starszego nie widziałeś.
Nie ukrywam, że od tego momentu wszyscy emeryci mówią mi Dzień Dobry. Sam nie wiem co by było  gdyby Patryk komuś zajebał dla przykładu w łeb.
Wieczorem spotkałem jeszcze dziadka i mówił, że strasznie go suszy przez cały dzień, a że ja lubię gościa to postanowiłem mu oddać jedno piwko, które dostałem w prezencie. Od tego momentu jestem jego najlepszym kumplem.  Cieszył się, że dałem mu to piwko mimo, chociaż wieczorem  zapowiedziana była imprezka i mógłby tam kupić. Dziadek jednak powiedział:  „Nie będę dokładał chujowi do interesu”.  Ludzie z sanatorium nie lubią strasznie gościa, który otwiera szopę, bo albo się spóźni, albo nie przyjdzie, albo zabraknie piwa. Dziadek jest dosyć stanowczy w swoich poglądach  i chyba nawet życzy mu śmierci. Po drodze do pokoju opowiadał mi historie, że ktoś z jego kumpli przemycał heroinę w odbycie. Dosyć specyficzne wyznanie, ale widać, że to otwarty gość.




czwartek, 21 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 9



 Czasem wracam do dni wcześniejszych bo po prostu potem nie chcę mi się  odpalać kompa i pisać na bieżąco.
Gdy wróciłem do sanatorium po wizycie w sadzie czereśni słyszałem krzyki i wrzaski. Jeden z kuracjuszy się troszkę najebał. Tak troszkę, że  pukał do wszystkich pokoi i darł ryja, że maja wypierdalać z jego pokoju. Trzymał za pazuchą resztki z połóweczki butelki wódki. Andrzej,  bo tak miał na imię ten jegomość, nie najebał się jak człowiek i nie poszedł spać tylko postanowił szukać przygód. Był na tyle głośny, że wszystko usłyszała pielęgniarka. A jak wam wcześniej wspominałem alkohol jest tu średnio mile widziany. Jakaś pani, która ze mną podsłuchiwała i oglądała całą sytuacje zza rogu powiedziała, że lepiej będzie jak pójdziemy  i nie będziemy się wtrącać. Może i miała rację, ale tu tak mało się dzieję, że nie pozwoliłem aby taka akcja mnie ominęła i dalej oglądałem całe zajście. W końcu „leje się krew” a ja miałbym to ominąć i wracać do pokoju oglądać „trudne sprawy”? Co to, to nie.  Wracając do tej sytuacji, gość nie dawał za wygraną i oznajmiał wszystkim, że nie pójdzie spać. To nie spodobało się pielęgniarce i wróciła z alkomatem. Andrzej nie pozwolił się zbadać i pielęgniarka zabrała mu kartę, w której są wpisywane wszystkie zabiegi. Jak się domyślacie, rano już Andrzeja nie było w sanatorium i oczywiście musi pokryć cały koszt pobytu. Całkiem drogo wychodzą tu melanże.     
Wstałem rano i zorientowałem się, że nastał ten dzień. Wiedziałem, że kiedyś nastanie i mimo, że odwlekałem to jak  mogłem to w końcu nie było możliwości. Tak moi drodzy, skończyły mi się czyste gacie. Mimo, że to taka błahostka, to rozwiązanie wcale nie jest takie proste. Nie wiem jak to ująć aby nie zostać aż tak mocno wyśmianym, ale  nie potrafię obsługiwać pralki. Nie wiem jak ta cała maszyna działa, co trzeba zrobić, żeby włożyć  brudne, a potem wyjąć  czyste. Nie mam kurwa zielonego pojęcia. To jest dla mnie czarna magia.  Gdyby tu był sklep to bym po prostu sobie kupił, ale jak sami wiecie do sklepu jest dosyć spory kawałek. Podpytałem innych ludzi gdzie znajduje ta cała komnata gdzie przynosi się brudne ubrania i okazało się, że na poziomie minus 1. Nigdy tam nie byłem. Zabrałem trochę brudnych ubrań i włożyłem do pralki. Nie zgadniecie, dalej nic się nie prało.  Okazało się, że trzeba kupić magiczny żeton, który jak włożysz do pralki to wszystko zaczyna działać. Na szczęście miałem ze sobą piątaka, którego znalazłem na biurku w pokoju. Jest duże prawdopodobieństwo, że to nie była moja kasa, bo to też nie było moje biurko. Po włożeniu żetonu wszystko zaczęło grać i kręcić się. Dzięki tej przygodzie na pewno zyska moja higiena osobista.
Dzisiaj  po obiedzie odwiedza mnie @MagdaDlugosh  i przywiezie mi czekoladę nussbeisser. Jak okazało się Magda nie przyjechała sama. Razem z nią przyjechała także @leen_an . Co było większą niespodzianką od przyjazdu dziewczyn? To co mi przywiozły. Dziewczyny przywiozły cztery kebaby na trzy osoby (nie muszę wspominać dla kogo były dwa), cztery czekolady i dziewięć bułek z kremem jogurtowym. Kebaby były naprawdę wyśmienite,  a zjedzone w tak sympatycznej atmosferze dodały plus 10 do smaku.  Oczywiście przyjazd dziewczyn wywołał spore poruszenie wśród innych kuracjuszy płci męskiej. Siedzimy sobie na ławeczce troszkę z boku (tzn. dziewczyny siedzą,  bo u mnie z tą czynnością słabo) i kieruję się w naszą stronę Zenek, największy cwaniak wśród 60 laków. Udaje się w stronę grilla (oczywiście te łajzy mnie nie zaprosiły na grillowanie) cztery grille są na całym placu, ale oczywiście Zenek musi wziąć tego ,który jest akurat obok nas. Postanawia rzucić jakieś niewybredny tekst  o kiełbaskach w kierunku dziewczyn, ale jeśli znacie Magdę to doskonale wiecie, że jest subtelna jak armata i jak mu odpowiedziała to 60 latek zrobił się cały czerwony i się oddalił. Lena puściła mu jeszcze chyba oczko, ale  nie jestem pewny na 100%,  bo przez 95% czasu siedziała w ciemnych okularach. Niby nie byłoby w tym nadzwyczajnego gdyby nie to, że nie było wcale słońca. Doszliśmy do wniosku, że  prawdopodobnie  mój blask ją oślepia. Ogólnie bardzo sympatyczna dziewczyna, mam wrażenie, że ma ADHD, ale nie przeszkadza mi to mocno. Mogła nie skakać po ławkach bo ludzie się gapili, ale tak to spoko. Dziewczyny posiedziały troszkę, niestety o wiele za krótko, ale i tak jestem bardzo zadowolony z tych odwiedzin. Dzisiaj mam jeszcze kolejne odwiedziny, ale wpis jest już taki długi, że opiszę to już jutro.

środa, 20 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 8



Zapomniałem wam opisać, że poprzedniego wieczorem zadzwonił do mnie ten lamus @pitbe  i wyszedłem z nim pogadać. Nigdy jeszcze z nim nie gadałem przez telefon i to był mój błąd. Boże jak ten koleś napierdala przez telefon.. Buzia mu się nie zamyka. Jeszcze żeby zapytał jak u mnie ze zdrowiem, jak mija mi czas albo coś w tym stylu, ale oczywiście nie. Napierdala jak popsute radio: bla bla bla bla. Można powiedzieć, że ta rozmowa była monologiem z jego strony. Nie wiem czy chociaż na chwilę dał mi dojść do głosu. Ja jestem dosyć kulturalną osobą, więc mu nie przerywałem, ale w pewnym momencie spoglądam na zegarek, a tu jest 22:05. Tu ważna informacja Sanatorium zamykają o 22 i ani minuty później. Próbuje jak najszybciej dotrzeć do głównych drzwi  i oczywiście są zamknięte. Stałem 5-10 minut przed wejściem licząc, że może jakiś kuracjusz mnie wpuści, ale oczywiście musiała przyjść pielęgniarka. Nie  jestem w stanie nawet opisać jak zaczęła mnie opierdalać, jak udowadniać mi, że jestem niepoważny, nie szanuję zasad itd. Powiedziała, że dzisiaj obejdzie się na upomnieniu, ale następnym razem skarga do dyrekcji. I tak mi się upiekło, bo na drugi dzień miałem wracać do domu i jakby mi zabrali przepustkę to lekko bym się wkurwił. Jeszcze raz dzięki Piotrek. 

Nazajutrz wstałem i musiałem zebrać podpisy od wszystkich fizjoterapeutów, zacząłem o 8:00 a skończyłem o 8:04. Dlaczego tak długo? Jedna z sal była dosyć daleko, a ja zrobiłem przerwę.   Weekendu wam nie będę opisywał, mogę wspomnieć tylko, że zjadłem 4 big  maki bo akurat były w promocji po 5 zeta.

Mój pamiętnik to pomieszanie z poplątaniem, więc przechodzimy szybko do poniedziałku. Przyjechałem do sanatorium rano, oczywiście szambo wyjebało i zapach był cudowny przez pół dnia. Mimo to byłem w wyśmienitym humorze bo żona zrobiła mi karton naleśników i mnóstwo schabowych, więc będę mógł sobie na spokojnie dojadać . Problemem jest to, że nie wziąłem chleba, a jak mnie czytacie, to doskonale zdajecie sobie sprawę, że  o chleb jest tu ciężko. W życiu nie spodziewałbym się, że będę walczył o chleb z innymi ludźmi. Powiem wam, że nawet jak byłem na pizzy to zjadłem wszystkie „krawężniki” taka tu bieda.
Dzisiaj mnie odwiedził mój serdeczny kolega Rysiek. Przyjechał na czarnym motocyklu żeby nie powiedzieć, na motorze bo podobni Ci co na nich jeżdżą nie lubią tego określenia. Rysiek już tym, że nie chodzi o kulach, ani nie jeździ na wózku zrobił wrażenie na wszystkich paniach, a jak zobaczyły go na motorze to 60 latki piszczały jak nastolatki. Rysiek oczywiście przywiózł mi dary: dwa pasztety  i słuchawki do telefonu, bo ja niestety gdzieś swoje zapodziałem.  Słuchajcie jak już jesteśmy przy słuchawkach(bo ja swoje w końcu znalazłem) nie wiecie może kto chce kupić nowe słuchawki Samsunga?  Jak coś to piszcie na priv to podeśle wam link do aukcji na allegro. Rysiek posiedział dwie godzinki, obrobiliśmy wszystkim przyjemnie dupę,  jak ja to mam w zwyczaju i odjechał na tej swojej czarnej strzale.
W pierwszych dniach dowiedziałem ,że są w pobliżu czereśnie i nikt ich nie pilnuję. Z racji tego, że już  wcześniej zostałem złodziejem chleba w sanatorium , postanowiłem pójść o krok dalej. Dzisiaj wieczorem wybieram się  na czereśnie. Gdy zrobiło się troszkę ciemniej wybrałem się na spacer w poszukiwaniu tych wspaniałych owoców. Koleżanki mówiły, że to 5 minut drogi, ale chyba kurwa samochodem. Szedłem i szedłem aż w końcu znalazłem miejsce z czerwonym skarbem. Oczywiście Ci cwani emeryci pozbierali czereśnie z dolnych gałęzi a mi zostały tylko te na samej górze, co  przy moim niskim wzroście i krótkich rękach stanowiło ogromne wyzwanie.  Miałem się już poddać, ale pomyślałem, że nie po to taki kawał drogi szedłem, żeby wrócić z niczym. Zerwałem  8 czereśni. SŁOWNIE KURWA OSIEM i wróciłem do sanatorium. Muszę znaleźć jakąś wysoka osobę, która następnym razem będzie robiła za murzyna. Ten pitbe niedługo wpada a ponoć ma prawie dwa metry wzrostu, i mimo, że jest głupi jak but to jego wzrost może się przydać.


poniedziałek, 18 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 7


Wracając do dnia poprzedniego.. Impreza miała zacząć się o godzinie 18-00,  tymczasem drzwi szopy, w której to wszystko miało być organizowane były zamknięte, a  samochodu organizatora nie było widać. Nic dziwnego, że tłum, który się zgromadził pod szopą zaczynał był coraz bardziej wkurwiony. Dziadek o którym wspominałem wcześniej  był  chyba najbardziej wkurwiony ze wszystkich, bo podsumował całą sytuację słowami „ Trzeba ukrzyżować tego chuja, a szopę spalić żeby nauczyli się, że z nami nie ma żartów”.  Nie wiem skąd jest ten gość i co robił w życiu, ale nie mam zamiaru z nim nigdy zadzierać. Waży z 45 kilo i ma koło 190 cm wzrostu, ale  jest tak wyżyłowany, że jednym pierdolnięciem mógłby zabić, a przynajmniej tak mówi.  Gdy zapytałem się dziadka co mu dolega, że znalazł się w sanatorium to powiedział, że ma łupież. Nie wiem czy mu wierzyć bo gość jest łysy jak Pazdan. Ogólnie wszyscy tu sobie tak słodko gaworzymy o chorobach. To jest chyba temat przewodni każdej z rozmów. Co kogo boli i ewentualnie  tekst „gorąco, nie?” Wczoraj widziałem fajny podryw, jeden gość  w rozmowie z 3 kobietami opowiadał o sobie, pytał się skąd dziewczyny są, aż w końcu wszedł na wyżyny intelektualnego bajeru i zapytał „ Macie zasiłek rehabilitacyjny czy rentę ? Ja się załamałem, ale jak się okazało  podryw był skuteczny i ten o to gentleman spędził z tymi paniami cały wieczór.  Mimo wszystko impreza była słabsza od wcześniejszej, na parkiecie nie było tak dużo osób. Zapomniałbym, jedna pani podczas tańca skręciła sobie kostkę i to nie było największym dramatem, ale z tego co słyszałem największym problemem było to, że jutro  przyjeżdża jej mąż, a ona boi się powiedzieć, że skręciła kostkę na imprezie. Koleżanki jak to koleżanki doradzały jej żeby powiedziała, że skręciła podczas spaceru, ale ona ze łzami w oczach powiedziała, że nigdy nie okłamała męża i nie wie czy będzie  potrafiła to zrobić. No jakie to słodkie, zaraz zwymiotuję tęczą. I tu zostawiam małą informacje dla mojej żony. Bierz przykład z tej pani, bo jak mnie okłamiesz to i tak się dowiem i nie będzie kolorowo. Później LEKKO podsłuchałem jej rozmowę z mężem i oczywiście jak mu powiedziała, że skręciła kostkę na imprezie to zareagował jak wyrozumiały mąż. Cytuje „ Miałaś się tu kurwa leczyć, a nie pijana na imprezy chodzić” 

Impreza podsumowana, więc czas na kolejny dzień. Wstałem rano, pokręciłem się na wyimaginowane zabiegi a po południu odwiedziła mnie moja żona i zabrała na pizzę do  odległego o 30 km Biesiadowa. To był mój drugi fast food, nie licząc kebsa, którego mi kumpel przywiózł w ciągu tygodnia, a jak wiecie czasem lubię sobie pojeść. Pizza co prawda nie była jakoś specjalnie zajebista, ale byłem na takim głodzie, że zjadłbym nawet Giuseppe i dostałbym kulinarnego orgazmu. Posiedziałem troszkę z żoną, nie będę opisywał bo to nie wasza sprawa i wróciła do domku.
Tak się czasem zastanawiam czy ktoś z was w o gole czyta te moje wpisy, ale mi osobiście pisanie tych głupot sprawia ogromną przyjemność i pozwala  zabić nudę. Pochwale się, że moje wpisy czyta  nawet moja babcia, którą serdecznie przy tej okazji pozdrawiam.
Coś poczytałem, czegoś posłuchałem i tak mija cały dzień.  Przed wieczorem podchodzi do mnie gość i pyta się mnie czemu nie przyszedłem do nich po ten chleb, który kazałem sobie kupić. W końcu  się znalazł mój rycerz z bochenkiem chleba. Z jednej strony jestem nażarty pizzą, ale z drugiej kolacyjka po 23 nikomu jeszcze nie zaszkodziła..  Poszedłem później do ich pokoju po ten chleb, ale okazało się, że połowę zjedli, ale nie wzięli kasy za to co zostało. Coś czuję, że naciągnę ich jeszcze na jakieś jedzenie. Wiem, że nie wiecie jaki dziś mamy dzień, ale tak przyjemnie się składa, że jutro jest sobota i dostałem przepustkę na weekend o która nie było tak łatwo. Co musiałem za to zrobić pani kierownik? Tak jak wspominałem wcześniej TO NIE WASZA SPRAWA.

piątek, 15 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 6


                                     
Kolejny dzień nie zaczął się jakoś inaczej niż inne. Oczywiście zaspałem na śniadanie, ale nie przejmowałem się bo miałem kabanosy, więc niewielka strata. Problem zaczął się w momencie jak okazało się, że jednak nie mam tych jebanych kabanosów co oznacza, że albo kogoś okradnę albo będę musiał czekać do 12 na obiad. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw postanowiłem od kogoś pożyczyć kabanosy, ogórki, pomidory, parę kawałków chleba i kawałek czekolady. Mam nadzieje, że byłem subtelny i nikt się nie zorientuję, zresztą oni się nie zastanawiali jak podpierdolili mi masło. W miłości i sanatorium wszystkie chwyty dozwolone. Dziś się nie spodziewam żadnych gości bo w tym tygodniu najechało się już ich sporo, nie wiem może Ci ludzie nie maja własnego życia, że mnie odwiedzają, bo nie mogę znaleźć innego powodu dlaczego tu przyjeżdżają. Chodzi plotka, że czymś diluje, pewnie to jest przyczyną. W następnych dniach ma być jeszcze więcej ludzi, więc poszła fama, że towar jest najwyższej klasy. Dzisiaj jest impreza, imprezy nie będą odbywać się codziennie, ale i tak bardzo często. Pierwsza z nich była taka troszkę nieśmiała, ale dziś może być już tylko lepiej. Wybieram się na pierwsze ćwiczenia na których oczywiście nie będę ćwiczył. Idę korytarzem, bawię się telefonem i mijam starszą panią. Nie wiem jak to się stało, ale to przez tego jebanego Twittera tak przesiąkłem chamstwem, pani zatrzymuje się i mówi:
- Przepraszam gdzie…
- W piździe. 
I w tym momencie dotarło do mnie co powiedziałem. Nie wiem czy w życiu byłem tak zakłopotany jak w tym momencie. Dobrze, że nie zatańczyłem jej jeszcze przy tym jak Van Damme. Na szczęście pani nie dosłyszała i zapytała się jeszcze raz gdzie coś jest i już na szczęście nie odpowiedziałem w ten sposób. Mimo wszystko sam jestem zniesmaczony tym, że słoma mi wyszła z butów. Tak to jest jak siedzi się w wirtualnym świecie i nagle wychodzi do ludzi. Jeśli chodzi o obiadek to była jakaś kasza z mięsem w jakimś sosie. Porcja nie była zbyt wielka, więc będę musiał kombinować jak przeżyć do kolacji. Spacerując po dworze spotkałem jakichś ludzi, którzy jechali do sklepu i poprosiłem żeby mi kupili chleb, a jakieś mięso sobie zorganizuje, bo lodówka jest nabita jak pks do Sochaczewa. Problem w tym, że kompletnie nie mam pojęcia jak Ci ludzie wyglądali i nie zapamiętałem numeru pokoju jaki mi podawali. Dobrze, że nie dawałem im pieniędzy za ten chleb bo byłbym w plecy ze dwa zeta. Mimo wszystko mam nadzieję, że mnie rozpoznają i dostarczą mi ten chleb. Po obiedzie nic specjalnego się nie działo, na dworze było bardzo ładne słoneczko, więc duża część pań wskoczyła w kostium kąpielowy i zaczęła się opalać. Normalnie jak słyszycie, że ktoś wskoczył w kostium kąpielowy to wyobrażacie sobie fajną dupę, ale nie tutaj.. Co się zobaczyło to już się nie odzobaczy. . Ja wiem, że dojrzałe, ja wiem, że mają swoje lata, ale zdałem sobie sprawę, że wielkie cycki mogą być problemem.
 Jest godzina 17 więc czas na kolację. Na kolacje podali dwie paróweczki z ketchupem, papryką i ogórkiem kiszonym Gdy jedna z pań wzięła do ust paróweczkę (kurwa przeczytałem to na głos) jeden pan z szelmowskim uśmiechem oznajmił „ no to dziewczyny poczujecie teraz przedsmak wieczoru” Gdy to usłyszałem to myślałem, że jebnę ze śmiechu. Jedna pani nie zrozumiała aluzji i dopiero jak druga jej wytłumaczyła o co chodzi z parówką w ustach to też zaczęła się śmiać. Wychodzę na dwór aby znaleźć ludzi od chleba, a potem wybieram się na chwilkę na imprezę. Powiem wam, że naprawdę trzeba mieć zdrowie żeby być w tym sanatorium.