wtorek, 26 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 11


     Dzisiaj szykuję się pierwszy raz na zajęcia na basenie. Nie mieści się  on w ośrodku, tylko w oddalonej o 30 km miejscowości, więc żeby wybrać się na te zabiegi to trzeba zaplanować wszystko logistycznie. Najpierw podjechał po nas autobus, stary ogórek jak w latach 90.  Ogólnie to wyglądało jak wycieczka szkolna, wszyscy podekscytowani. Pani w autobusie liczyła pasażerów  żeby upewnić się czy wszyscy są czy  nikt się nie zgubił. Przypominam wam, że jesteśmy już dorośli, a przynajmniej wiekowo, bo mentalnie mam co najwyżej 8 lat.  Ja oczywiście siedziałem w autobusie z dziadkiem, bo to jest największy kozak w sanatorium i warto się z nim trzymać. Narzekałem coś, że  nie ma tu kuchenki żeby sobie zrobić jajecznice na śniadanie, na co dziadek zapytał się mnie czy nie mogę skorzystać z tego małego telewizorka. Nie bardzo skumałem jakiego kurwa małego telewizorka, ale po chwili okazało się, że ten mały telewizorek w, którym mam zrobić sobie jajecznice to jest mikrofalówka. Nie mam pojęcia jak zrobić sobie w mikrofalówce jajecznice, ale  coś czuję, że dziadek zna idealny przepis. Jeśli chodzi o autobus to trochę zdziwiłem się na początku, że pani traktowała nas jak dzieci, ale podróż trwała 40 minut, a dwa razy zatrzymywaliśmy się bo ktoś chciał siku. To jest kurwa niepojęte, dorośli ludzie, a nie mogą się wysikać przez podróżą. Z drugiej strony kilka osób było tak starych, że nietrzymanie moczu nie jest w ich przypadku czymś zaskakującym. W końcu po wielu trudach dotarliśmy na basen.  Dla mnie to nie była dobra wiadomość,  bo jak jeszcze pomimo wagi byłem młody i miałem branie na dyskotekach, tak gdy zdejmę koszulkę na basenie to moje branie się skończy. Wyglądam trochę jak mały upośledzony wieloryb, więc zamiast do basenu wszedłem do jacuzzi i stamtąd obserwowałem całe towarzystwo. Wiadomo jak to starzy ludzie z sanatorium od razu wybrali się na…. zjeżdżalnie. Jak kurwa dzieci, żadna rehabilitacja, liczy się dobra zabawa. Jeden pan zjeżdżając i wpadając do basenu  nie zorientował się, że spadły mu troszkę kąpielówki i stał z gołą dupą przez chwile. Do mnie do jacuzzi dołączyły 2 panie i już nie było miejsca. Zaznaczę, ze jacuzzi jest chyba 5 osobowe, więc jak się domyślacie z pań raczej  nie były kruszynki. Później odbywał się jak aerobik na basenie, a ja miałem wrażenie, że kręcą tam uwolnić orkę.  Dłużej jechaliśmy na ten basen niż tam rzeczywiście byliśmy. Po powrocie do sanatorium pokręciłem się troszkę po dworze i postanowiłem wrócić do pokoju. Gdy udałem się do windy (przecież nie będę chodził schodami na pierwsze piętro) okazało się, że jest popsuta. Moje wkurwienie było ogromne, ale myślę, że gość,  który zaciął się w tej windzie mógł być wkurwiony nawet bardziej niż ja. Można powiedzieć, że każdy ma swoje problemy. Pani pielęgniarka prosiła pana  o to aby się nie denerwował, bo czasem to się zdarza gdy są przerwy w dostawie prądu w sanatorium. Nie wiem co to dokładnie to znaczy, ale nawet jest kartka, które informuje, że takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym. Gość ogólnie nie był zestresowany, gdyby nie to, że chciało mu się strasznie do łazienki. Z tego co potem słyszałem to awaria trwała troszkę ponad godzinę a potem go uwolnili.  Szczerze mówiąc to ta sytuacja prawdopodobnie działa się dzień wcześniej, ale zapomniałem o tym więc dzisiaj piszę abyście nic nie przegapili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz