czwartek, 14 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 5


Książe w sanatorium dzień 5

Pisząc dzień 5 nie wiem nawet od czego zacząć bo na imprezie była spora integracja. Każdy miał wypić max dwa piwa  a skończyło się wiadomo jak. Parkiet był dosyć mały, ale na początku i tak bardzo mało osób było zainteresowane tańczeniem, zmieniło się to po kolejnych kieliszkach. O godzinie 20  już mało kto czegokolwiek się wstydził i wszyscy byli na deskach.  Najśmieszniejsze jest to, że 90% młodych osób zostało w pokojach a tak zwani emeryci przeżywali kolejną młodość. Z tego co dzisiaj słyszałem,  jedna pani skręciła sobie nawet nogę na tych tańcach więc było ostro.
Przez jakiś czas był ze mną na imprezie Karol ale jak zaczął się ślinić do kolejnych pań to musiałem go wyprosić. Karol wstydź się.
Na wczorajszej imprezie dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Jeden pan mnie zapytał ile mam do domu i jak powiedziałem, że 60 km to odpowiedział mi, że przy 60 km to jeszcze zdrada i jakbym miał powyżej 100 to mógłbym korzystać ze wszystkich uroków sanatorium bez poczucia winy. Gdybym ja to wszystko  wiedział wcześniej... Poznałem wczoraj gościa o ksywie „Dziadek” i muszę bardziej się przy nim zakręcić bo to facet koło 70 lat, który chyba w młodości sporo przeżył i nie  ma zamiaru zmieniać swoich przyzwyczajeń. Ogólnie siedział wkurwiony i opowiadał, że czekał dwa lata na wycieczkę do sanatorium a wysłali go na takie zadupie. Mówił, że myślał, że wyślą go nad morze i będzie mógł siedzieć na plaży i patrzeć jak dziewczynki grają w siatkóweczkę a tu taki chuj.
Dziadek zabierał też głos w temacie RODO i mówi, że bez przerwy na skrzynkę dostaje reklamy z propozycją powiększenia penisa. Gdy ktoś mu powiedział, że takie reklamy wyskakują jak wchodzi na takie strony, wtedy zbeształ gościa mówiąc, że to nie jego sprawa na jakie strony wchodzi.  W kwestii podrywu też sobie radził. Na przykład krzyknął do jakieś babeczki „fajny masz balkonik”. Tekst zacny, ale chyba jednak nie udało mu się nic zdziałać. Na tą panią potrzebny był chyba bardziej delikatny tekst. Skąd wiem? Wiem.
W pewnym momencie Dziadek powiedział, że jest chujnia i idzie do pokoju,
a jak chłopaki go zapytali czy będzie dziś uprawiał miłość to odpowiedział, że nie wie bo go ręka boli.  Nie wiem co ten facet ma w głowie, ale  myślę, że znajomość z nim może zaprocentować napisaniem wielu fajnych historii.
Gdy Dziadek poszedł, jedna pani zaproponowała mi pizzę na spółkę i zapytała o numer pokoju, była już dobrze zrobiona. Z jednej strony miałem ochotę na tą pizzę, ale z drugiej strony gdy podawałem  jej numer pokoju to miałem nadzieje, że jednak nie przyjdzie z czymś innym niż pizza.
Okazuje się że z sanatorium można wynieść też prawdy życiowe. Wczoraj jakiś koleś nalewając  piwko kazał pić do dna bo jak to powiedział „ sanatorium wie najlepiej czego potrzebujesz”  Imprezy maja odbywać się 3 razy w tygodniu więc jak ktoś z was ma ochotę mnie odwiedzić to zapraszam, obiecuję, że każdy znajdzie coś/kogoś dla siebie.  Dziś jeszcze za dużo nie kręciłem się po ośrodku bo gdy to piszę mamy 9-55 ale gdy wyjdę z pokoju to zobaczę czy nie ma jakiś śladów miłości na korytarzu albo w windzie. Cały dzień nie działo się kompletnie nic a w dodatku oczywiście ich przechwaliłem z jedzeniem bo na obiad podali kotlet jajeczny, nie wiem, może niektórzy lubią takie danie, ale jak dla mnie był obrzydliwy. Musiałem jakoś ratować sytuację i znalazłem kebsa z dowozem. Dowóz 14 zł, więc chodziłem po całym sanatorium żeby znaleźć 14 osób które złożyłyby się ze mną na tego kebsa, ale oczywiście jak wczoraj ludzie deklarowali się, że będą zamawiać jedzenie to ja dzisiaj nie pamiętam jak wyglądali. Jedyne co udało mi się zapamiętać to to, że byli starzy a jak domyślacie się tu takich ludzi nie brakuję.  Zdecydowałem, że nie będę płacił 14 zł za kebsa i 14 za dowóz jak mógłbym mieć w tej cenie dwa kebsy.  Czekając na kolację zjadłem całe pudełko Nick nacks, batony, które przywiózł mi Sławek i czekoladę ,którą przywiózł mi Karol.  Kolacja jak na złość też mi nie odpowiadała bo podali makaron w sosie grzybowym a ja nie lubię grzybów. Co gorsza przy takiej kolacji nie można ukraść chleba bo go po prostu nie ma. Gdy dzień wydawał się już stracony zadzwonił do mnie mój kumpel Marek i przywiózł mi bardzo dużego kebaba i uratował dalszy ciąg dnia. Pokazałem Markowi całe sanatorium i zanim zdążyłem zjeść kebsa to już pojechał. Normalnie bym się wkurwił na niego, że dłużej jadłem niż on siedział, ale z drugiej strony po co mi koledzy jak miałem kebab.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz