czwartek, 28 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień... ostatni:)


Zapomniałem wspomnieć, że przed kolacją dzwonił do mnie Karol i pytał się czy mi coś przywieźć, stwierdziłem, że nic nie potrzebuję i udałem się na kolacje.



Gdy zobaczyłem co leży na moim talerzu szybko się zreflektowałem. Napisałem do Karola, że to co wcześniej mówiłem jest nieaktualne i żeby mi coś przywiózł. Na szczęście Karol wysłuchał moich próśb i zabrał mnie do oddalonego od 25 km McDonalda i jak widzicie na zamieszczonym obrazku uratował mi życie. Oczywiście jak przyszło do płacenia to zastosowałem stary numer z brakiem portfela. Tyle czasu ludzie mnie znają, a dalej dają się na to nabierać.




Dzisiaj odwiedza mnie mój kolega @pitbe. Piotrek  ma do pokonania dystans 120 km i będzie jechał dwoma autobusami. To jest niepojęte, że mu się chcę i albo gość mnie lubi, albo ma mi zamiar zrobić krzywdę za te wszystkie prześmiewcze teksty w jego stronę.  Co prawda zapowiedział, że będziemy grillować, ale nie wiem czy to nie podpucha. Po tych dwóch autobusach,  aby dotrzeć do mojej wioski musi przejść około 2,5 km na pieszo od przystanku. Troszkę szkoda mi się go zrobiło, że będzie szedł taki kawał tym bardziej, że miał przywieźć jedzenie i wysłałem po niego żonę. Powiem wam szczerzę, że do tej pory nie zwrócił nam za paliwo a  opisuję całą historię już po fakcie. 
Gdy w końcu przyjechał, wyglądał jak sto nieszczęść, ale co by o nim nie powiedzieć to jednak jest słowny.  Przywiózł cały plecak jedzenia. Kaszanki, skrzydełka, kurczaka ,boczek  i szaszłyki. Żeby nie było za słodko, nie wziął ze sobą kiełbasy i to nie jest żadna metafora. Co prawda nie miałem ochoty na kiełbaskę z grilla, ale nie byłbym sobą gdybym się do czegoś nie przyjebał.
Tego dnia jak na złość wszyscy w sanatorium wpadli na pomysł żeby zrobił grilla. Z racji tego, że były dwa pojedyncze grille i jeden taki większy podwójny, to zrobił się spory problem. Na szczęście z podwójnego grilla korzystała ekipa Dziadka i podzieliła się z nami jedna częścią. Niby cała sprawa się zakończyła happy endem, ale jednak nie do końca. Ani ja nie wspomniałem Piotrkowi, ani on mi, że żaden z nas nie potrafi normalnie rozpalić grilla. Co do jedzenia to nie ma żadnego problemu, ale rozpalanie idzie nam słabo. Jak ktoś mi kiedyś powiedział „postój przypilnuj grilla” to stałem i patrzyłem czy nikt tego grilla nie zajebie, a oczywiście wszystko się spaliło. Niemniej jednak postanowiliśmy spróbować. Mieliśmy węgiel,  2 litry podpałki i doszliśmy do wniosku, że musi się udać. Co prawda wlaliśmy jej taką ilość , że wyglądało jakbyśmy jarali opony, ale  się rozpaliło. W dodatku Dziadek powiedział, że za jednego szaszłyka będzie nam sprawdzał czy wszystko ok, bo stolik mieliśmy koło 30 metrów od grilla, więc co chwilę trzeba by było sprawdzać czy dalej się pali. Tym małym nakładem finansowym w postaci jednego szaszłyka zdobyliśmy prywatnego kucharza. Nie czekaliśmy aż jedzenie się zrobi i Piotrek wyjął sałatkę ziemniaczaną i dwie jagodzianki. Zanim pierwsze szaszłyki się zrobiły to Piotrek już miał PKS do domu, ale zlitowałem się nad nim i powiedziałem, że go podrzucimy na kolejny samochodem. I wiecie co?  Za kolejną wycieczkę też nie dał na paliwo, więc jak widzicie niby sympatycznie, a do całego interesu musiałem dołożyć.
Czas podsumowań, miałem zrobić to w kolejnym dniu, ale już dzisiaj zakończymy ten cyrk.
Spędziłem w sanatorium kawał czasu. Opisałem  12 dni, bo więcej mi się nie chciało, a na weekendy często dostawałem przepustkę do domu.  Czy sanatorium mi w jakimś stopniu pomogło? W żadnym wypadku. Pod kątem zdrowotnym  był to całkowicie stracony czas, a żeby było wam milej to był on stracony za wasze i innych podatników pieniądze. Trafiłem na totalna wiochę bez sklepu spożywczego. Nie mogę powiedzieć jednak, że było aż tak strasznie. Jedzenie był w miarę ok, i gdyby nie to, że kolacja jest o 17, to może bym aż tak nie dojadał.  Fizjoterapeuci też bardzo sympatyczne młode osoby z którymi zawsze można było zamienić kilka zdań.  Nie uważam, że  czas w którym tu byłem był całkowicie stracony, bo odwiedziło mnie mnóstwo osób. Nie tylko osoby, które znam i przebywam z nimi na co dzień, ale też osoby, które przyjechały mnie odwiedzić mimo, że nie widziały mnie nigdy na oczy.  Każda osoba, która mnie odwiedziła pokonała sporo kilometrów i poświeciła swój czas żeby tu być ,zjeść ze mną kebaba i zamienić dwa słowa.  O telefonach nawet nie wspominam, bo było ich też bardzo dużo i bardzo doceniam, że wam się kurwa chciało. Jeszcze raz wszystkim dziękuję  kończąc ten pamiętnik, bo zrobiło się aż za słodko i nie chcę abyście wymiotowali tęczą. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz