piątek, 15 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 6


                                     
Kolejny dzień nie zaczął się jakoś inaczej niż inne. Oczywiście zaspałem na śniadanie, ale nie przejmowałem się bo miałem kabanosy, więc niewielka strata. Problem zaczął się w momencie jak okazało się, że jednak nie mam tych jebanych kabanosów co oznacza, że albo kogoś okradnę albo będę musiał czekać do 12 na obiad. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw postanowiłem od kogoś pożyczyć kabanosy, ogórki, pomidory, parę kawałków chleba i kawałek czekolady. Mam nadzieje, że byłem subtelny i nikt się nie zorientuję, zresztą oni się nie zastanawiali jak podpierdolili mi masło. W miłości i sanatorium wszystkie chwyty dozwolone. Dziś się nie spodziewam żadnych gości bo w tym tygodniu najechało się już ich sporo, nie wiem może Ci ludzie nie maja własnego życia, że mnie odwiedzają, bo nie mogę znaleźć innego powodu dlaczego tu przyjeżdżają. Chodzi plotka, że czymś diluje, pewnie to jest przyczyną. W następnych dniach ma być jeszcze więcej ludzi, więc poszła fama, że towar jest najwyższej klasy. Dzisiaj jest impreza, imprezy nie będą odbywać się codziennie, ale i tak bardzo często. Pierwsza z nich była taka troszkę nieśmiała, ale dziś może być już tylko lepiej. Wybieram się na pierwsze ćwiczenia na których oczywiście nie będę ćwiczył. Idę korytarzem, bawię się telefonem i mijam starszą panią. Nie wiem jak to się stało, ale to przez tego jebanego Twittera tak przesiąkłem chamstwem, pani zatrzymuje się i mówi:
- Przepraszam gdzie…
- W piździe. 
I w tym momencie dotarło do mnie co powiedziałem. Nie wiem czy w życiu byłem tak zakłopotany jak w tym momencie. Dobrze, że nie zatańczyłem jej jeszcze przy tym jak Van Damme. Na szczęście pani nie dosłyszała i zapytała się jeszcze raz gdzie coś jest i już na szczęście nie odpowiedziałem w ten sposób. Mimo wszystko sam jestem zniesmaczony tym, że słoma mi wyszła z butów. Tak to jest jak siedzi się w wirtualnym świecie i nagle wychodzi do ludzi. Jeśli chodzi o obiadek to była jakaś kasza z mięsem w jakimś sosie. Porcja nie była zbyt wielka, więc będę musiał kombinować jak przeżyć do kolacji. Spacerując po dworze spotkałem jakichś ludzi, którzy jechali do sklepu i poprosiłem żeby mi kupili chleb, a jakieś mięso sobie zorganizuje, bo lodówka jest nabita jak pks do Sochaczewa. Problem w tym, że kompletnie nie mam pojęcia jak Ci ludzie wyglądali i nie zapamiętałem numeru pokoju jaki mi podawali. Dobrze, że nie dawałem im pieniędzy za ten chleb bo byłbym w plecy ze dwa zeta. Mimo wszystko mam nadzieję, że mnie rozpoznają i dostarczą mi ten chleb. Po obiedzie nic specjalnego się nie działo, na dworze było bardzo ładne słoneczko, więc duża część pań wskoczyła w kostium kąpielowy i zaczęła się opalać. Normalnie jak słyszycie, że ktoś wskoczył w kostium kąpielowy to wyobrażacie sobie fajną dupę, ale nie tutaj.. Co się zobaczyło to już się nie odzobaczy. . Ja wiem, że dojrzałe, ja wiem, że mają swoje lata, ale zdałem sobie sprawę, że wielkie cycki mogą być problemem.
 Jest godzina 17 więc czas na kolację. Na kolacje podali dwie paróweczki z ketchupem, papryką i ogórkiem kiszonym Gdy jedna z pań wzięła do ust paróweczkę (kurwa przeczytałem to na głos) jeden pan z szelmowskim uśmiechem oznajmił „ no to dziewczyny poczujecie teraz przedsmak wieczoru” Gdy to usłyszałem to myślałem, że jebnę ze śmiechu. Jedna pani nie zrozumiała aluzji i dopiero jak druga jej wytłumaczyła o co chodzi z parówką w ustach to też zaczęła się śmiać. Wychodzę na dwór aby znaleźć ludzi od chleba, a potem wybieram się na chwilkę na imprezę. Powiem wam, że naprawdę trzeba mieć zdrowie żeby być w tym sanatorium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz