Dzisiaj szykuję się pierwszy raz
na zajęcia na basenie. Nie mieści się on
w ośrodku, tylko w oddalonej o 30 km miejscowości, więc żeby wybrać się na te
zabiegi to trzeba zaplanować wszystko logistycznie. Najpierw podjechał po nas
autobus, stary ogórek jak w latach 90.
Ogólnie to wyglądało jak wycieczka szkolna, wszyscy podekscytowani. Pani
w autobusie liczyła pasażerów żeby
upewnić się czy wszyscy są czy nikt się
nie zgubił. Przypominam wam, że jesteśmy już dorośli, a przynajmniej wiekowo,
bo mentalnie mam co najwyżej 8 lat. Ja
oczywiście siedziałem w autobusie z dziadkiem, bo to jest największy kozak w
sanatorium i warto się z nim trzymać. Narzekałem coś, że nie ma tu kuchenki żeby sobie zrobić
jajecznice na śniadanie, na co dziadek zapytał się mnie czy nie mogę skorzystać
z tego małego telewizorka. Nie bardzo skumałem jakiego kurwa małego
telewizorka, ale po chwili okazało się, że ten mały telewizorek w, którym mam
zrobić sobie jajecznice to jest mikrofalówka. Nie mam pojęcia jak zrobić sobie
w mikrofalówce jajecznice, ale coś
czuję, że dziadek zna idealny przepis. Jeśli chodzi o autobus to trochę
zdziwiłem się na początku, że pani traktowała nas jak dzieci, ale podróż trwała
40 minut, a dwa razy zatrzymywaliśmy się bo ktoś chciał siku. To jest kurwa
niepojęte, dorośli ludzie, a nie mogą się wysikać przez podróżą. Z drugiej
strony kilka osób było tak starych, że nietrzymanie moczu nie jest w ich
przypadku czymś zaskakującym. W końcu po wielu trudach dotarliśmy na
basen. Dla mnie to nie była dobra wiadomość,
bo jak jeszcze pomimo wagi byłem młody i
miałem branie na dyskotekach, tak gdy zdejmę koszulkę na basenie to moje branie
się skończy. Wyglądam trochę jak mały upośledzony wieloryb, więc zamiast do
basenu wszedłem do jacuzzi i stamtąd obserwowałem całe towarzystwo. Wiadomo jak
to starzy ludzie z sanatorium od razu wybrali się na…. zjeżdżalnie. Jak kurwa
dzieci, żadna rehabilitacja, liczy się dobra zabawa. Jeden pan zjeżdżając i
wpadając do basenu nie zorientował się,
że spadły mu troszkę kąpielówki i stał z gołą dupą przez chwile. Do mnie do
jacuzzi dołączyły 2 panie i już nie było miejsca. Zaznaczę, ze jacuzzi jest
chyba 5 osobowe, więc jak się domyślacie z pań raczej nie były kruszynki. Później odbywał się jak
aerobik na basenie, a ja miałem wrażenie, że kręcą tam uwolnić orkę. Dłużej jechaliśmy na ten basen niż tam
rzeczywiście byliśmy. Po powrocie do sanatorium pokręciłem się troszkę po
dworze i postanowiłem wrócić do pokoju. Gdy udałem się do windy (przecież nie
będę chodził schodami na pierwsze piętro) okazało się, że jest popsuta. Moje
wkurwienie było ogromne, ale myślę, że gość, który zaciął się w tej windzie mógł być
wkurwiony nawet bardziej niż ja. Można powiedzieć, że każdy ma swoje problemy.
Pani pielęgniarka prosiła pana o to aby
się nie denerwował, bo czasem to się zdarza gdy są przerwy w dostawie prądu w
sanatorium. Nie wiem co to dokładnie to znaczy, ale nawet jest kartka, które
informuje, że takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym. Gość ogólnie nie
był zestresowany, gdyby nie to, że chciało mu się strasznie do łazienki. Z tego
co potem słyszałem to awaria trwała troszkę ponad godzinę a potem go
uwolnili. Szczerze mówiąc to ta sytuacja
prawdopodobnie działa się dzień wcześniej, ale zapomniałem o tym więc dzisiaj
piszę abyście nic nie przegapili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz