poniedziałek, 25 czerwca 2018

Książę w Sanatorium dzień 10


         Wczoraj po odwiedzinach Magdaleny (połączenie imion Magdy i Leny) udałem się do pokoju poleżeć bo byłem obżarty jak diabli. Wiedziałem, że moi przyjaciele Agnieszka i Michał będą dopiero wieczorem, więc zdążę zgłodnieć.
Oczywiście po kilku minutach leżenia kumpel mnie informuje, że będą dużo wcześniej bo jest już pod kebabem. Nie byłem na ten moment w stanie zmieścić nawet grama jedzenia .Poniżej następujący dialog.


Jak widzicie, zdziwienie wśród znajomych ogromne, że nie chcę jeść. Mimo to, że nie byłem już kompletnie głodny to zrobiło mi się trochę wstyd, że już nie chcę jeść, więc oddzwoniłem do Michała i przywieźli mi KFC, nie było łatwo, ale zmieściłem je jeszcze po całym dniu.  Michał i Aga posiedzieli troszkę, pogadaliśmy, pośmialiśmy się z emerytów i wrócili do domu. Z tego miejsca dziękuje za odwiedziny. Miło wiedzieć, że w słabszych momentach życia można liczyć na przyjaciół.
        W dniu dzisiejszym przyjeżdża do mnie @urodzonywwa. Poprosiłem go o coś specjalnego, a mianowicie: rzodkiewkę, pomidory, chleb
i nospę. Po co mi nospa? Nie, nie mam okresu, ale jestem tak obżarty, że zaraz wybuchnę. Oczywiście nie przywiózł chleba i w tej sytuacji będę gryzł rzodkiewki i zagryzał pomidorem.  Z okazji mundialu przywiózł mi szalik  Polski i wuwuzele żeby wkurwiać wszystkich emerytów ile wlezie. Za brak chleba miałem mu dojebać, ale Patryk jest całkiem sporym gościem. Ma większy biceps niż ja głowę, co budziło respekt wśród innych kuracjuszy.  Będę sobie wkręcał, że to mnie tak obcinali i patrzyli z podziwem, ale chyba jednak patrzyli na naszego małego Patryczka. Posiedzieliśmy trochę z Patrykiem, tzn on siedział a ja stałem i tłumaczyłem mu zasady dobrego żywienia. Ile można wpierdalać ten ryż z kurczakiem. Tłumaczyłem mu, że kebab jest lepszy niż odżywka białkowa a Burger King od kreatyny, ale jakiś oporny był na argumenty.  Wychodząc mijaliśmy całą ekipę fizjoterapeutek. Było ich koło 30stu i Patryk myślał, że to kuracjuszki. Znowu się gapiły na któregoś z nas. Ostatni raz zaprosiłem go tutaj, bo jebany robi mi konkurencję.

Na kolacji Zenek postanowił zagaić:
-Kim był ten gość, co przyjechał do Ciebie?
-Moim młodszym bratem.
-Wielki.
-Starszego nie widziałeś.
Nie ukrywam, że od tego momentu wszyscy emeryci mówią mi Dzień Dobry. Sam nie wiem co by było  gdyby Patryk komuś zajebał dla przykładu w łeb.
Wieczorem spotkałem jeszcze dziadka i mówił, że strasznie go suszy przez cały dzień, a że ja lubię gościa to postanowiłem mu oddać jedno piwko, które dostałem w prezencie. Od tego momentu jestem jego najlepszym kumplem.  Cieszył się, że dałem mu to piwko mimo, chociaż wieczorem  zapowiedziana była imprezka i mógłby tam kupić. Dziadek jednak powiedział:  „Nie będę dokładał chujowi do interesu”.  Ludzie z sanatorium nie lubią strasznie gościa, który otwiera szopę, bo albo się spóźni, albo nie przyjdzie, albo zabraknie piwa. Dziadek jest dosyć stanowczy w swoich poglądach  i chyba nawet życzy mu śmierci. Po drodze do pokoju opowiadał mi historie, że ktoś z jego kumpli przemycał heroinę w odbycie. Dosyć specyficzne wyznanie, ale widać, że to otwarty gość.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz