Zapomniałem wam opisać, że poprzedniego wieczorem zadzwonił
do mnie ten lamus @pitbe i wyszedłem z
nim pogadać. Nigdy jeszcze z nim nie gadałem przez telefon i to był mój błąd.
Boże jak ten koleś napierdala przez telefon.. Buzia mu się nie zamyka. Jeszcze
żeby zapytał jak u mnie ze zdrowiem, jak mija mi czas albo coś w tym stylu, ale
oczywiście nie. Napierdala jak popsute radio: bla bla bla bla. Można
powiedzieć, że ta rozmowa była monologiem z jego strony. Nie wiem czy chociaż
na chwilę dał mi dojść do głosu. Ja jestem dosyć kulturalną osobą, więc mu nie
przerywałem, ale w pewnym momencie spoglądam na zegarek, a tu jest 22:05. Tu
ważna informacja Sanatorium zamykają o 22 i ani minuty później. Próbuje jak
najszybciej dotrzeć do głównych drzwi i
oczywiście są zamknięte. Stałem 5-10 minut przed wejściem licząc, że może jakiś
kuracjusz mnie wpuści, ale oczywiście musiała przyjść pielęgniarka. Nie jestem w stanie nawet opisać jak zaczęła mnie
opierdalać, jak udowadniać mi, że jestem niepoważny, nie szanuję zasad itd.
Powiedziała, że dzisiaj obejdzie się na upomnieniu, ale następnym razem skarga
do dyrekcji. I tak mi się upiekło, bo na drugi dzień miałem wracać do domu i
jakby mi zabrali przepustkę to lekko bym się wkurwił. Jeszcze raz dzięki
Piotrek.
Nazajutrz wstałem i musiałem zebrać podpisy od wszystkich
fizjoterapeutów, zacząłem o 8:00 a skończyłem o 8:04. Dlaczego tak długo? Jedna
z sal była dosyć daleko, a ja zrobiłem przerwę. Weekendu wam nie będę opisywał, mogę
wspomnieć tylko, że zjadłem 4 big maki
bo akurat były w promocji po 5 zeta.
Mój pamiętnik to pomieszanie z poplątaniem, więc
przechodzimy szybko do poniedziałku. Przyjechałem do sanatorium rano,
oczywiście szambo wyjebało i zapach był cudowny przez pół dnia. Mimo to byłem w
wyśmienitym humorze bo żona zrobiła mi karton naleśników i mnóstwo schabowych,
więc będę mógł sobie na spokojnie dojadać . Problemem jest to, że nie wziąłem
chleba, a jak mnie czytacie, to doskonale zdajecie sobie sprawę, że o chleb jest tu ciężko. W życiu nie
spodziewałbym się, że będę walczył o chleb z innymi ludźmi. Powiem wam, że
nawet jak byłem na pizzy to zjadłem wszystkie „krawężniki” taka tu bieda.
Dzisiaj mnie odwiedził mój serdeczny kolega Rysiek.
Przyjechał na czarnym motocyklu żeby nie powiedzieć, na motorze bo podobni Ci
co na nich jeżdżą nie lubią tego określenia. Rysiek już tym, że nie chodzi o
kulach, ani nie jeździ na wózku zrobił wrażenie na wszystkich paniach, a jak
zobaczyły go na motorze to 60 latki piszczały jak nastolatki. Rysiek oczywiście
przywiózł mi dary: dwa pasztety i
słuchawki do telefonu, bo ja niestety gdzieś swoje zapodziałem. Słuchajcie jak już jesteśmy przy
słuchawkach(bo ja swoje w końcu znalazłem) nie wiecie może kto chce kupić nowe
słuchawki Samsunga? Jak coś to piszcie
na priv to podeśle wam link do aukcji na allegro. Rysiek posiedział dwie
godzinki, obrobiliśmy wszystkim przyjemnie dupę, jak ja to mam w zwyczaju i odjechał na tej
swojej czarnej strzale.
W pierwszych dniach dowiedziałem ,że są w pobliżu czereśnie
i nikt ich nie pilnuję. Z racji tego, że już
wcześniej zostałem złodziejem chleba w sanatorium , postanowiłem pójść o
krok dalej. Dzisiaj wieczorem wybieram się
na czereśnie. Gdy zrobiło się troszkę ciemniej wybrałem się na spacer w
poszukiwaniu tych wspaniałych owoców. Koleżanki mówiły, że to 5 minut drogi,
ale chyba kurwa samochodem. Szedłem i szedłem aż w końcu znalazłem miejsce z
czerwonym skarbem. Oczywiście Ci cwani emeryci pozbierali czereśnie z dolnych
gałęzi a mi zostały tylko te na samej górze, co
przy moim niskim wzroście i krótkich rękach stanowiło ogromne
wyzwanie. Miałem się już poddać, ale
pomyślałem, że nie po to taki kawał drogi szedłem, żeby wrócić z niczym.
Zerwałem 8 czereśni. SŁOWNIE KURWA OSIEM
i wróciłem do sanatorium. Muszę znaleźć jakąś wysoka osobę, która następnym
razem będzie robiła za murzyna. Ten pitbe niedługo wpada a ponoć ma prawie dwa
metry wzrostu, i mimo, że jest głupi jak but to jego wzrost może się przydać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz